10 dowodów na to, że Kurs Przewodników Beskidzkich jest jak (burzliwy) związek

Początek

Zaczyna się zupełnie niewinnie. Być może wiedzieliście o swoim istnieniu od dobrych kilku lat, ale nigdy nie myśleliście o sobie poważnie. Albo spotkaliście się zupełnym przypadkiem i od razu wpadliście sobie w oko. Ewentualnie dziwnym zrządzeniem losu Wasze ścieżki przecięły się i zakochaliście się w sobie szaleńczo. Nieważne. Ważne jest to, że podejmujecie bardzo ważną decyzję. Postanawiacie być RAZEM. Jeszcze nie wiesz, jak bardzo zmieni to Twoje życie.

Pierwsze wyjazdy

Na początku jest jak w bajce! Jesteście sobą zafascynowani i chcecie spędzać ze sobą każdą, najmniejszą nawet chwilę, szepcząc sobie do uszka czułe słówka i wyjawiając najskrytsze tajemnice. Wydaje Wam się, że zostaliście dla siebie stworzeni i planujcie wspólną przyszłość. Wybraliście już nawet imiona dla Waszych wspólnych dzieci: Jaworzyna, Kiczora i Beskid. Jak słodko!

Pierwszy śnieg

Po kilku miesiącach w związku nadchodzi pierwsze ochłodzenie. Wasze relacje nieco rozluźniają się, bo każdy chce mieć czas dla samego siebie. To normalne. Kilka razy zdarza Ci się nie przyjść na umówione spotkanie, usprawiedliwiając się faktem, że pies zjadł Ci mapę. Nawet jeżeli nie masz psa. Zaczynacie poznawać się coraz lepiej, odkrywając nie tylko to, co Was łączy, ale także to, co Was dzieli.

Pierwszy obóz zimowy

To było do przewidzenia. W Waszym związku pojawia się ktoś jeszcze. KRYZYS i PANIKA. Atakują znienacka: wtedy, kiedy macie już siebie kompletnie dość. Odwracacie się do siebie plecami i przechodzi Wam nawet przez myśl, by się rozstać. Padają przykre słowa: “Jesteś u pani”, “Chyba Ty!”, “Nie w szczepionkę”. Po kilku godzinach w ciszy dajecie sobie buziaka na zgodę.

Pierwsza wiosna

Okazuje się, że nie możecie bez siebie żyć! Wasz związek, wraz z nadejściem ciepłych dni, nabiera rumieńców. Słońce ćwierka, ptaki kwitną, drzewa świecą – a w sercu ciągle wiosna! Chodzicie na romantyczne spacery, turlacie się po trawie, zbieracie kwiaty i zupełnie nie przejmujecie się problemami pierwszego świata, takimi jak przebieg wododziału europejskiego czy pięciostyki szlaków w Beskidach.

Pierwsze wspólne wakacje

Szalejesz ze szczęścia i nie możesz doczekać się spania w namiocie, gardzenia łącznością i picia wody z kałuży. Wiesz doskonale, że dwa tygodnie spędzone razem, non stop, będą niezłym testem dla Waszego związku. Trochę się tego boisz. Ale jednocześnie masz głębokie przeczucie, że wszystko będzie dobrze. Okazuje się, że to najlepsze lato w Twoim życiu! Mimo tego, że przez cały ten czas użeraliście się z grypą żołądkową.

Pierwszy egzamin

I w końcu przychodzi czas próby. Poznajesz przyszłą teściową. Pyta o wszystko. Co, kto, kiedy. Po co. Z kim. I GDZIE JESZCZE?! Masz jej serdecznie dość i myślisz sobie, że chyba zaraz wyjdziesz z siebie, ale robisz dobrą minę do złej gry i dajesz z siebie wszystko, bo za bardzo Ci zależy. Wdech, wydech, wdech, wydech. Jeszcze tylko 36 godzin. Wracasz do domu bez sił, ale wiesz, że było warto.

Pierwsze autokarówki

Jeżeli kiedykolwiek wcześniej przeszło Ci przez myśl, że jest ciężko, szybko cofasz te słowa. Spędzacie ze sobą każdą wolną chwilę. KAŻDĄ. WOLNĄ. CHWILĘ. Chcesz to rzucić w cholerę. Ale przecież dogadujecie się. Chcesz to rzucić w cholerę. Ale przecież jesteście ze sobą już tak długo. Chcesz to rzucić w cholerę. Ale… Jest milion powodów, by tego nie robić. Zaciskasz zęby. Bardzo mocno.

Pierwsza sesja

Mówisz o tym głośno każdemu, kogo spotkasz. Nie możecie ze sobą wytrzymać (a inni z Tobą). Niech Ci się nawet nie pokazuje na oczy. Chowasz głowę pod poduszkę, licząc na to, że zniknie, ale wcale nie chce odejść. Jest przy Tobie o każdej porze dnia i nocy. Jest w Twoim łóżku. Jest w Twojej lodówce. Jest w Twojej piwnicy. Nawet jeżeli nie masz piwnicy. Chcesz powiedzieć, żeby wyp… – ekhm – na Czeretniki (już wiesz, gdzie są Czeretniki), ale prosi Cię o ostatnią szansę, obiecując, że po wszystkim kupi Ci burgera. Jednego, może siedem. Postanawiasz zaufać.

Koniec

I W KOŃCU: wszystko sobie wyjaśniliście. Nie wiesz jak, ale udało Wam się przetrwać najgorsze chwile. Jeszcze ciągle w to nie wierzysz, ale już po wszystkim – choć nadal budzisz się z krzykiem. Oddychasz z ulgą i cieszysz się, że jednak nie rzuciłaś/-eś wszystkiego i nie wyjechałaś/-eś do Warszawy. Kurde, faktycznie było warto! Rzucacie się sobie w ramiona i obiecujecie dozgonną miłość. Na kolację przy świecach przygotowujesz odświętne kanapki z pasztetem. I nic więcej nie potrzeba Wam do szczęścia. No, może butelki wina.